
Czy warto wyłożyć kasę na wzbogacony port trzyletniej gry? Panowie z Capcom zapewne niezbyt długo zastanawiali się nad tą kwestią. Ilość Wii zainstalowanych już w domach milionów Japończyków oraz Amerykanów, wśród których, jak wiemy, nie brakuje zagorzałych miłośników zombiefestu sprawiła, że Resident Evil 4 został szybko skonwertowany na "krzywo stojące pudełko". Oczywiście jak to jest w przypadku portów na Wii mamy do czynienia z konwersją z zaimplementowaną obsługą czujników ruchu w wiilocie co ma stanowić jej główny atut.

W istocie, Wii Edition szybko okazuje się być kompletną, ostateczną wersją czwartej części Resident Evil. Warto wspomnieć, że produkt ten (wtedy jeszcze jako czasowy exclusive dla GameCube) wprawiał w osłupienie niezwykle wysmakowaną oprawą, dynamizmem starć oraz rozbudowanym arsenałem morderczych spluw, w rezultacie stając się jedną z ikon poprzedniej generacji konsol. Poza słuszną ideą od jakiej uciekają developerzy pokroju Adriana Chmielarza, czyli wydania poważnej i złożonej gry na Wii, warto również pochwalić twórców za umieszczenie w wersji na Wii niegdyś ekskluzywnego dla PlayStation 2 (a później wersji na komputery osobiste) contentu. Jest on z początku rzecz jasna niedostępny, więc pierwsze kilkanaście godzin spędzimy w skórze Leona S. Kennedy, którego przeżycia w hiszpańskim Pueblo z pewnością można określić jako cholernie widowiskowe, ale jednocześnie dość traumatyczne. Tak czy inaczej każdy kto jeszcze nie ukończył tej momentami niezwykle intensywnej przygody powinien czym prędzej nadrobić tę zaległość.

Posiadacze systemów obsługujących sygnał HD nie muszą obawiać się odruchów wymiotnych- czwarta część tej oszałamiająco popularnej serii gier nadal wygląda dobrze, szczególnie, że zachowuje najwyższą jakość oprawy jaką cechowała się pierwotna wersja tego tytułu wydana w 2005 r. na GameCube. Artyzm oprawy oraz płynna animacja sprawiają, że jest to jedna z lepiej wyglądających gier na Wii obsługujących tryb 16:9 i 480p. Oczywiście można by przyczepić się do nieco drewnianych wstawek filmowych, ale rekompensują je wspomniane wcześniej bonusowe misje Ady Wong. Pojedynczy scenariusz Assignment Ada i składające się z kilku etapów Separate Ways wydłużają rozgrywkę, która przecież opiera się wyłącznie na trybie singleplayer, no i trudno nie podkreślić, że jest to zabieg bardzo podobny do tego, jaki Shigeru Miyamoto zastosował w fenomenalnym Super Mario Galaxy- trzeba przyznać, że w równie dużym co w grze Nintendo stopniu zwiększa on zacny czynnik określany przez Amerykanów "replay value". Misje Ady Wong pozwalają jeszcze głębiej zanurzyć się w ponurej atmosferze by lepiej zrozumieć fabułę gry, o ile oczywiście kogoś ona zafascynuje, choć przyznam osobiście, że przypadła mi do gustu mimo pewnych absurdalnych motywów. Praktycznie jednak rzecz biorąc, przechodzenie dodatkowych trybów odblokowuje sekrety, z których największy kryje się w świetnym trybie The Mercenaries, w którym maniacy pragnący zdobyć najwyższy wynik każdą postacią na każdym z czterech leveli spędzą dodatkowe godziny siejąc śmierć przez jak najdłuższy czas. Żywotność Wii Edition jest więc bez wątpienia satsyfakcjonująca i ktoś kto wcześniej nie zetknął się z Resident Evil 4 ma przed sobą wiele do odkrycia.

Niezależnie od tego czy ktoś już w Resident Evil 4 grał czy też nie, najbardziej będzie chciał przekonać się czy kombo wiilot plus nunchuk sprawdza się w eksterminacji zainfekowanych Hiszpanów i plugawych odpadów po nieludzkich eksperymentach. Jasne, jest opcja podłączenia Classic Controllera, lecz idę o zakład, że tuż po zabiciu pierwszego ganado każdy stwierdzi, że pilot-pointer ma przewagę nad analogowymi gałkami. Oczywiście za pomocą właśnie takiej gałki na nunchuku manipulujemy naszą postacią, ale większość uwagi skupimy i tak na czyniącym grę bardziej przystępną nowym, wygodnym celowaniu. Nowy celownik jest obecny na ekranie cały czas, zmieniając kolor z zielonego na krwistoczerwony gdy namierzymy jakiegoś groźnego szaleńca czy stwora. Atakować nożem czy przeładowywać broń można za pomocą przycisków, ale wystarczy machać i co najwyżej przytrzymać B na dole pilota, co osobiście bardziej się mi spodobało. Liczne scenki QTE również wymagać będą potrząsania wiilotem, co jest zdecydowanie zabawniejsze niż klepanie przycisków jak we wcześniejszych wersjach. Jedyne ewentualne niedociągnięcie w kwestii sterowania to fakt, że zoom w snajperce przyporządkowany analogowi a rzut granatem nie polega na zamachnięciu się pilotem. Ogółem jednak to właśnie unikalny kontroler Wii nadaje Resident Evil 4 nowego charakteru; dzięki takiemu powiewowi świeżości nawet weterani serii mogą pokusić się o sprawdzenie tej konwersji, choćby ze względów kolekcjonerskich.

Produkt, który nabyłem, to jeden z wielu licznych portów mniej lub bardziej uznanych gier ze zmienionym sterowaniem jakie przypuszczają szturm na stacjonarny system Nintendo. W tym zalewie nietrudno natrafić na bezwartościowy spam, ale akurat nic nie stoi na przeszkodzie by czwarty Resident Evil znalazł się na półeczce z grami każdego posiadacza Wii. Pomimo braku ekskluzywnych dla tej konsoli dodatków Wii Edition to pozycja w którą warto się zaopatrzyć gdy napotkamy ją w rozsądnej cenie. To niewątpliwie najlepsza wersja tej kapitalnej gry.
|
| Grafika: |
 | Jedna z najlepiej wyglądających gier poprzedniej generacji |  |
85% |
| Dźwięk: |
 | Dźwięk piły Dr. Salvadora to klasyka, wspaniała muzyka |  |
90% |
| Żywotność: |
 | Sporo stuffu do odblokowania |  |
90% |
| Ogólnie: |
 | Dobrze, że Resident Evil 4 pojawił się także na Wii |  |
85% |
Autor:
Krill